Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja Włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja Włosów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 lipca 2014

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy

Zawsze w okresie letnim nasila mi się wypadanie włosów. W tym roku doszedł do tego stres spowodowany różnymi poważnymi sytuacjami w moim życiu, który zdziesiątkował moje włosy. Postanowiłam wrócić do osławionej wcierki Jantar i systematycznie, każdego dnia po nią sięgać.


Informacje o produkcie od producenta:

Receptura odżywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F i d'pantenol. Działanie Odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji.

Efekt:
Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odpoerne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę włosów, zapobiega ich rozdwajaniu i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.


czwartek, 5 czerwca 2014

Minimalizm w pielęgnacji włosów + moje włosy 7 miesięcy bez farbowania

Czytając blogi poświęcone tematyce włosomaniactwa zostałam utwierdzana w stwierdzeniu, że im dłuższe włosy tym więcej z nimi problemów i czasu poświęconego na ich pielęgnację. Korzystając z porad blogerek - specjalistek od włosów - stosowałam różniste cuda na moje, sięgające do połowy pleców (wielokrotnie farbowane, a ostatnio rozjaśniane) włosy. Począwszy od olejowania, laminowania, stosowania wszelkich płukanek, skończywszy na różnorodnych metodach zwanych m.in. OCM. Moje włosy były zmęczone pielęgnacją, a ja konałam razem z nimi. Aż do momentu, kiedy usłyszałam od koleżanki, mającej piękne włosy, że w zasadzie oprócz podstawy pielęgnacyjnej i przycinania nie robi z nimi nic. Postanowiłam, że ja także wprowadzę minimalizm pielęgnacyjny, notabene nie tylko włosowy :)

















poniedziałek, 19 maja 2014

Schwarzkopf, Gliss Kur Liquid Silk Gloss, Ekspresowa odżywka regeneracyjna dwufazowa

Odżywki w sprayu to dla mnie temat rzeka, nigdy ich nie lubiłam bo każdorazowo był to bubel, który oprócz przetłuszczania włosów nie robił nic. Jednak wiele dobrych opinii czytałam o sprayowych odżywkach z Gliss Kur. Dziś recenzja jednej z nich.


poniedziałek, 12 maja 2014

Śmierdzi ale działa! Joanna, Rzepa, Szampon wzmacniający do włosów przetłuszczających się ze skłonnością do wypadania

Jestem osobą, której przetłuszczaj się skóra głowy. Gdyby było to dla mnie wygodniejsze mogłabym myć włosy niemal co dzień. Zauważyłam, że niektóre szampony wręcz przyśpieszają przetłuszczanie moich włosów, więc zaczęłam poszukiwania tego, który zminimalizował by ten proces. Posiadam kilkanaście różnych szamponów od tradycyjnego Familijnego, po Head and Shoulders, Timotey czy Yves Rocher jednak ten cieszy się moim największym uznaniem tym bardziej że przeznaczony jest idealnie dla mnie gdyż moje włosy przez cały rok przetłuszczają się i mocno wypadają.


sobota, 25 stycznia 2014

Scandic Line Maska nawilżająca z ekstraktem z owoców

Podczas trwania Dnia Darmowej Dostawy w sklepie http://epelo.pl skusiłam się na kolejną porcję litrowych, fryzjerskich masek, które używam w codziennej pielęgnacji włosów jako odżywki. Są znacznie gęstsze, treściwsze i zdecydowanie lepiej działają na włosy, a dodatkowo bardzo tanie. Tym razem recenzja tej, której używam i używać będę przez dobrych kilkanaście tygodni.


Od producenta: Maska o działaniu intensywnie nawilżającym i rewitalizującym włosy. Ułatwia rozczesywanie i działa antystatycznie, zapobiegając plątaniu i puszeniu się. Zawarty w masce glikol propylenowy zatrzymuje wodę we wnętrzu włosa, dzięki czemu pozostają dogłębnie nawilżone, gładkie i mniej łamliwe. Formułę maski wzbogacono wyciągiem z awokado, brzoskwini, jabłka i papai, który transportuje niezbędne minerały bezpośrednio do cebulek włosów, wzmacniając je i wyraźnie odżywiając.

Sposób użycia: niewielką ilość maski wmasuj w wilgotne włosy, pozostaw na 5-10 minut i obficie spłucz wodą. Działanie maski przyspieszysz nakładając na włosy czepek i owijając głowę ręcznikiem.

Skład:


Kilka słów ode mnie: Litrową maskę wraz z pompką kupiłam za ok. 16 zł. Ma ona bardzo delikatny, faktycznie owocowy zapach, który utrzymuje się na włosach ale nie jest nachalny. Wyczuwam go wtedy gdy wącham włosy.
Ma gęstą konsystencję, a to właśnie w maskach cenię najbardziej. Nieduża ilość wystarczy aby pokryć włosy. Tak jak wspomniałam najczęściej stosuję ją po prostu jako odżywkę i nakładam na ok. 1 minutę od połowy długości. Co jakiś czas nakładam na całą głowę jako maskę ale tutaj muszę uważać bo są momenty, w których przeciąża mi włosy.
Stosowana w codziennej pielęgnacji jest bardzo dobrym produktem. Ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy ale na długości ich zupełnie nie obciąża (latte czyli maska mleczna Kallos jest wg. mnie bardziej obciążająca). Dodatkowo jest tania, higieniczna i ładnie pachnie. Ja jestem na tak. 
Bardzo lubię maski fryzjerski w litrowych opakowaniach, mam już kilka dobrych litrów za sobą, a w zapasach kolejna przede mną. 



Dajcie znać co o niej sądzicie.

niedziela, 12 stycznia 2014

Pierwsze wrażenia: CHEINCE, KeraBond: szampon, olejek, maska


Kilka słów o produktach, znalezionych w internecie:
 Szampon nawilżający łączący podwójne działanie eliminujące konieczność stosowania oddzielnych środków przygotowujących włosy do zabiegu rekonstrukcji. Oczyszcza włosy z blokujących osadów i "uaktywnia" procesy umożliwiające skuteczną odbudowę mostów keratynowych. Posiada właściwości głębokiej penetracji wewnętrznej struktury włosa dostarczając do jego wnętrza (za pomocą molekularnych liposomów) czyste związki aminokwasów i naturalnych substancji nawilżających. Wpływa na szybką poprawę jakości zniszczonej struktury włosów przywracając im naturalny połysk oraz siły witalne. Rewitalizuje i uelastycznia włosy "zmęczone" oraz neutralizuje związki chloru zawarte w wodzie.

Keratynowo-aminokwasowy olejek rekonstrukcyjny o intensywnie wzmocnionym działaniu odbudowującym. Skoncentrowany kompleks witamin i minerałów posiadający właściwości głębokiej odbudowy wewnętrznej struktury włosa. Unikatowa technologia liposomowa umożliwiająca dostarczanie do wnętrza włosów pełnego kompleksu multiwitamin i naturalnych substancji anty utleniających, odbudowująca i zasklepiająca ich zdegradowaną strukturę. Chroni włosy przed starzeniem, zapobiega łamliwości, rozdwajaniu zniszczonych końcówek oraz intensywnie nawilża. Nadaje elastyczność, sprężystość, jedwabistość i wyjątkowy połysk. Zabezpiecza substancje wzmacniające przed ich wypłukaniem przez wodę.

Maska - specjalistycznie opracowany keratynowo-aminokwasowy rekonstruktor do włosów, o wzmocnionym działaniu odbudowującym. Posiada właściwości głębokiej penetracji wewnętrznej struktury włosa. Zawiera najważniejsze związki z grupy amino-kwasów mających udział w budowie włosów oraz naturalne substancje intensywnie nawilżające. Rekonstruuje połączenia strukturalne, uzupełnia ubytki keratynowe wywołane substancjami chemicznymi oraz zasklepia zewnętrzne łuski włosa zatrzymując tym samym aktywne substancje odżywcze w jego wnętrzu. Przywra
ca kwasowe Ph. Preparat reguluje stopień wilgotności, nadając włosom sprężystość, miękkość, połysk i naturalną formę. Ze względu na optymalne działanie rekonstrukcyjne linii produktów KERABOND wyeliminowana została konieczność używania dodatkowych balsamów zmiękczających do włosów.



Moje pierwsze odczucia:

Szampon: bezbarwny o bardzo lejącej konsystencji. Mimo to dobrze się pieni i bardzo ładnie domywa włosy. Jedna saszetka starczyła na jedno umycie długich włosów. Zapach delikatny, pudrowy wpadające minimalnie w męskie tonacje.

Olejkowy rekonstruktor: tu doznałam szoku bo spodziewałam się czegoś tłustego - olejkowego. A otwierając opakowanie wypłynęło mi z niego dużo produktu i rozlało się. Konsystencje wody, zapach i skład alkoholowy do tego stopnia, że fioletowa saszetka odbarwiła się. Bardzo ciężko jest go zaaplikować i wmasować we włosy z racji jego wodnej konsystencji. Po aplikacji na dłoniach miałam delikatnie tłustą powłoczkę. Jednak to wszystko zrekompensował efekt po spłukaniu włosów ciepłą wodą. Były gładziutkie, jakby rozczesane, miękkie. Jakby po zastosowaniu dobrej maski.



Maska: standardowej konsystencji w białym kolorze. Bardzo wydajna. Zużyłam pół saszetki. Efekt po zastosowaniu naprawdę świetny. Włosy mięciutkie, wygładzone, niepuszące się.




Podsumowując zmieniłabym jedynie konsystencję rekonstruktora lub po prostu aplikowała za pomocą spryskiwacza. Efekt jaki dają te kroki jest naprawdę świetny.
Włosy pozostawiłam do samodzielnego wyschnięcia, były one gładkie i sypkie, a dodatkowo każdy wyczuwał naprawdę intensywny zapach włosów, który utrzymywał się do następnego mycia.
Zastanawia mnie jedynie czy przy dłuższym stosowaniu produkty nie spowodowałby wysuszenia skóry głowy- mam takie wrażenie, że została ona lekko przesuszona, chyba że jest to efekt dobrze działającego oczyszczająco szamponu (?).
 Szkoda, że produkty te są bardzo drogie bo cały zestaw kosztuje ok. 250 zł.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Olejek rycynowy. Efekt na włosach przed i w trakcie


O olejku rycynowym nieraz czytałam dobre opinie, ale jakoś nigdy po niego nie sięgłam. Jest on dostępny w każdej aptece za ok. 3-6 zł, a ja ściągałam z internetu różne dziwne oleiste mazie zamiast wejść do pierwszej lepszej apteki :) Od niedawna używam go aplikując sporą ilość na całą długość włosa (nie skupiam się na nakładaniu go bezpośrednio na skalp). Związuje włosy w koczka i tak zostawiam na całą noc. Poniżej zamieszczam zdjęcie włosów po drugiej aplikacji.


Olejek rycynowy ma postać bardzo gęstej, tłustej, oleistej mazi, którą ciężko rozprowadza się na włosach.  Minusem jest buteleczka, której zepsuła się metalowa nakrętka i należy uważać aby się nie rozlał. Olejek aplikuję wcierając go w włosy pasmo po paśmie. Osobiście nie mam problemów z jego zmywaniem z włosów. Dla pewności myję włosy dwukrotnie (obecnie szamponem z Timotei) tworząc przy myciu sporą pianę, wmasowuję ją w całą powierzchnię. Na koniec nakładam maskę mleczną Kallos na ok 1-2 minuty. Maskę tą używam po każdym myciu jako odżywkę, ponieważ inaczej nie rozczesałabym włosów. Spłukuję całość i mam bardzo mięciutkie, zdrowo wyglądające, niepuszące się, a przede wszystkim błyszczące włosy. Wiele czytałam, że może on widocznie przyciemnić włosy, na co bardzo liczę ponieważ jak wiecie zapuszczam odrost i przydałoby się ściemnienie tych farbowanych. Póki co nie zauważyłam żadnej zmiany koloru.
Tak olejek rycynowy prezentuje się na włosach.


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Kosztuje bardzo niewiele, jest wszędzie dostępny, wydajny, a przy tym naprawdę błyskawicznie wpływa na kondycję włosów. Żałuję, że wcześniej po niego nie sięgałam kiedy moje włosy wołały o pomstę do nieba. Póki co odstawiam wszystkie inne olejki bo po tym widzę, że spanie w tłustych i naolejonych włosach przez całą noc ma naprawdę sens.
A oto olejek, który obecnie używam. Kosztował ok. 6 zł w aptece.


niedziela, 17 listopada 2013

Aktualizacja: 6 miesięcy bez farbowania

Staram się co miesiąc robić małe podsumowanie moich zmagań o zdrowe włosy. 
To motywuje mnie i inne dziewczyny.
 Minęło już pół roku odkąd nie sięgam po farby do włosów. 
Mogę z dumą stwierdzić, że kondycja włosów poprawiła się do tego stopnia, że w końcu mogę powiedzieć, że nie potrzebuję już prostownicy aby wyglądać jak człowiek. Wcześniej ze zdziwieniem czytałam posty dziewczyn, które pomimo pięknych, prostych włosów nie prostują ich nałogowo.
Używam takich produktów, które nie tylko odżywiają włosy, ale i powodują, że nie są spuszone i niesforne.

Mniej więcej tak prezentują się moje włosy na drugi dzień po umyciu i samodzielnym wyschnięciu.


Wiele do życzenia pozostawiają moje końcówki ale stwierdziłam, że nie zetnę radykalnie np. 5-8 cm tylko co miesiąc regularnie będę je podcinać o 1 czy 2 cm. 
A tak prezentuje się mój odrost:


Włosy błyszczące i gładkie zawdzięczam olejku rycynowemu, który na moich włosach działa cuda, ale oprócz niego używam innych specyfików, które praktycznie są podstawą mojej pielęgnacji.

Czego używałam w ostatnim miesiącu:

Szampon: Podwójne mycie, co drugi dzień szamponem Timotei with Jericho Rose, Wymarzona objętość z grejpfrutem
Odżywka: używam mlecznej maski do włosów Kallos jako odżywki po każdym myciu. Wmasowuję na całą długość włosa dużą ilość i pozostawiam tak na 1-2 minuty.
Maska: -
Serum: po każdym myciu zabezpieczam końcówki serum. Najczęściej sięgam po serum wygładzająco- regenerującego z Joanny, a także po serum z Delii oraz jedwab w płynie z GreenPharmacy. Te produkty wcieram także w końcówki suchych włosów przed wyjściem na zewnątrz co zapobiega ich puszeniu na skutek wiatru czy wilgoci. 
Olejki: tak jak już wspomniałam moim ulubieńcem, dzięki któremu zapomniałam o prostownicy jest olejek rycynowy, który nakładam na noc, lub na kilka godzin w ciągu dnia. Używam go ok. 2 razy w tygodniu, przynajmniej teraz kiedy mnie tak oczarował, później zapewne nie będzie mi się chciało z tym bawić tak często. Na pewno pojawi się recenzja. Inne olejki poszły w odstawkę.
Urządzenia elektryczne: w ciągu miesiąca 2 razy sięgałam po prostownicę, bo zależało mi na idealnie prostych włosach. Do zabezpieczenia włosów przed wysoka temperaturą użyłam spreju z Marc Anthony, Style Straight (mocno przetłuszcza włosy i należy ostrożnie go aplikować). Nie sądzę, że jest to coś złego, że raz od wielkiego dzwonu  użyjemy prostownicy czy suszarki. Przecież wszytko jest dla ludzi, tylko zadbajmy o umiar :)

Jak widzicie nie jest tego wiele, u mnie mniej znaczy więcej.
Na dobrą sprawę obeszłabym się z czterema produktami.
W mojej półce z kosmetykami do włosów jest ich więcej i nie zamierzam ich marnować.
Na pewno powykańczam to co mam i zdam z tego relacje, a Wam życzę cierpliwości w walce o piękne włosy.



środa, 23 października 2013

Aktualizacja: 5 miesięcy bez farbowania

W maju, ostatni raz pofarbowałam włosy (jaką farbą możecie sprawdzić w zakładce "Pielęgnacja włosów") i później postanowiłam, że to koniec z moim farbowaniem, że 9 lat to znacznie za długo i że moje włosy pomimo regularnej pielęgnacji wyglądają źle. Podjęłam decyzje i tego się trzymam. Wytrwałam z odrostem obronę licencjatu, wesele i jakoś przeżyłam! :) Pomimo moich odrostów nie czuje już kompleksów z tego powodu, w sieci można znaleźć wiele zdjęć gwiazd, które paradują z odrostami i nic sobie z tego nie robią.
Dodatkowo mobilizuję się gdy widzę posty na blogu Blondhaircare.com, która pokazuje odrost, który bardzo przypomina mi mój.

Poniżej zdjęcie jak prezentują się włosy (delikatnie nieuczesane) po 5 miesiącach bez farbowania.


Jak zapewne większość z Was mój naturalny kolor to mysi, szary blond. Na zdjęciu bardzo wyraźnie widać granice między naturalnym, a farbowanym kolorem, jednak w rzeczywistości nie jest to aż tak widocznie co oczywiście bardzo mnie cieszy.

Co dał mi ten okres:
  •  włosy jakby szybciej zaczęły rosnąć, ale niestety nadal silnie wypadają (podcięłam już jakieś 5 cm)
  • zdecydowanie mniej się puszą i elektryzują
  • są gładsze i miększe w dotyku,
  • zaczynają z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się błyszczeć,
  • poczucie, że naprawdę warto!


Aktualnie nie mam zamiaru wrócić do farbowania, śmieję się, że zafarbuję włosy gdy pojawią się siwe.
Postanowiłam wprowadzić do pielęgnacji olejek rycynowy, ale o tym kiedyś napiszę dokładniej.
Jeśli któraś z Was również zrezygnowała z farbowania dajcie znać w komentarzach! :)


poniedziałek, 21 października 2013

Joanna, Serum wygładzająco- regenerujące do końcówek włosów

Serum używam od dawna, za każdym razem sięgam po inną firmę. Miałam już słynny Biosilk, Delię o której poczytać możecie na blogu, a tym razem mam doczynienia z Joanną.


O produkcie:
Do włosów suchych i zniszczonych zawiera połączenie dwóch naturalnych składników: miodu i mleka, które doskonale nawilżają, odżywiają i chronią włókno włosów. Dzięki tym składnikom włosy odzyskują miękkość, sprężystość i połysk oraz łatwiej się rozczesują i układają. Serum intensywnie regeneruje włosy aż po same końcówki, przywracając im witalność i chroniąc ich strukturę przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych.

Skład produktu dla zainteresowanych:


Produkt otrzymujemy w tubce o pojemność 50 g. Jest ona dość spora jak na serum do włosów, którego używamy niewielką ilość. Kosz to ok. 7 -9 zł. Zapach ma bardzo przyjemny dokładnie miodowo-mleczny, ale zdaję sobie z tego sprawę, że dla niektórych z Was może być on zbyt mocny i zbyt mdły. Zapach na włosach utrzymuje się przez kilka godzin. Serum używam na mokre włosy, w celu zabezpieczenia ich przed rozdwajaniem, a także na suche, już po czesaniu czy prostowaniu aby zmniejszyć ich puszenie i dodać odrobiny blasku. Cenię je za to, że daje włosom delikatny połysk, a nie efekt tłustych włosów. Nakładam je na końcówki włosów, a że mam je długie więc jest to większość mojej czupryny :) Wadą jaką dostrzegłam jest to, że gdy w łazience za bardzo się nagrzeje (szczególnie w porze grzewczej) to serum może się rozwarstwić tzn. wyciskając wydobywa się tradycyjna konsystencja wraz z tłustym płynem. Ale gdy tylko temperatura spadnie serum wraca do swojej pierwotnej konsystencji i nie wpływa to w żaden sposób na jego jakość. Podsumowując bardzo lubię ten produkt i jestem skłonna wrócić do niego ponownie, o ile nie wyczaję dla siebie czegoś nowego. 


Dajcie znać jakie serum używacie :)


środa, 2 października 2013

Timotei, Szampon i odżywka 2in1, 0% parabenów, silikonów, barwników.

Na półce obok wanny, najczęściej spotkać można zwykłe szampony, zwykłych marek. Najczęściej o przeźroczystej konsystencji. Tym razem pojawił się Timotei, który różni się od pozostałych, ponieważ to nie tylko szampon ale szampon z odżywką w jednym. Poniżej kilka informacja o produkcie i moja opinia.



Informacja od producenta:

100 % Piękna
0% parabenów, 0% silikonów, 0% barwników.
Szampon i odżywka Timotei Świeżość i czystość 2 w 1 wzbogacony ekstraktami z liści zielonej herbaty organicznej oczyści i nawilży Twoje włosy, sprawiając, że staną się lśniące, miękkie i piękne.



Produkt zamieszczony jest w wygodnej i estetycznej butelce, z wygodnym dozownikiem. Ku mojemu zdziwieniu ma przeźroczystą (delikatnie zielonkawą) i dość gęstą konsystencję. Zapach świeży, co bardzo lubię, ponieważ mam dodatkowe wrażenie świeżości. Producent gwarantuje 0% parabenów, 0% silikonów, 0% barwników co dziś jest w modzie. Na składach się nie znam więc nie powiem czy faktycznie jest to informacja prawdziwa- ale zakłam, że tak. Choć już na drugim miejscu jest SLS... Szampon (+ odżywka) bardzo dobrze się pieni i po jego zastosowaniu mam wrażenie czystości- a nie po wszystkich szamponach mam takie odczucie. Mam włosy przetłuszczające się i maximum mogę pozwolić sobie na mycie co drugi dzień i tutaj jak najbardziej również tak zostało. Nie powoduje przetłuszczania się skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu mają standardową dla mnie objętość. A dzięki odżywce - której nie wyczuwam w tym produkcie w żaden sposób- włosy się ładnie błyszczą (tak myślę, że to dzięki temu bo zwykle tak bywało). Po zastosowaniu szamponu, używam standardowo odżywki w postaci maski do włosów. 
Bardzo polubiłam ten drogeryjny szampon i na pewno do niego będę wracać.
Ku mojemu zdziwieniu sprawdza się bardzo dobrze.




Dajcie znać czy stosowaliście ten produkt i jak się sprawdził. :)


EDIT: Czar prysł, w 99% od tego szamponu dostałam łupieżu. Fakt, że włosy utrzymują się po nim naprawdę długo świeże, sprawia, że wysusza skórę głowy i niestety powstał łupież.

piątek, 20 września 2013

Marc Anthony, Terapia intensywnie odżywiająca włosy - maska

Jakiś czas temu będąc w Rossmannie szukałam odżywki bądź maski i znalazłam w tzw. CND czyli cenie na do widzenia (czyli promocyjna cena, którą Rossmann wystawia gdy wycofuje produkt z półek) maskę z Marc Anthony, której zadaniem jest intensywne odżywienie włosów. Maska ta była przeceniona z 35 na 15 zł więc bez dłuższego zastanowienia wrzuciłam ją do koszyka.



Kilka słów od producenta:
Kompleksowo odżywia suche i zniszczone włosy, dodając im zdrowego blasku i miękkości. Masło shea, witamina B5, soja i olejek kokosowy intensywnie nawilżają i regenerują strukturę włosów. Witamina B dla połysku a soja, masło shea i olejek kokosowy do regeneracji zniszczonego włosa.

Skład:



Maska znajduje się w plastikowej i wygodnej do dozowania produktu tubie. Lubię tubki, ponieważ przy końcówce z łatwością można ją przeciąć i wydostać resztki produktu, które w dużej ilości osadzają się na ściankach. Produkt jest dość sporej wielkości bo 254 ml. 
Zapach maski jest bardzo przyjemny i delikatny, a włosy po jej zastosowaniu bardzo ładnie pachną- ale nie przeważają zapachem w otoczeniu. Jeśli chodzi o gęstość to jest ona dość zbita - co bardzo lubię bo nie spływa z włosów. A przy zaleceniu 30 minut na włosach jest to dla mnie ważne.
Na składach się nie znam, ale jest on dość krótki i producent gwarantuje ciekawe składniki, co jest oczywiście na plus. Efekt, który daje po 30 minutach bardzo mnie zadowala, włosy z łatwością się rozczesują, są miękkie i błyszczące.  Jak dla mnie jedna z fajniejszych masek, tym bardziej, że dorwałam ją za 15 zł (z ponad 35).


Dajcie znać co sądzicie o tym produkcie.

poniedziałek, 16 września 2013

Brocato, Maximum Hold, Lakier do włosów mocno utrwalający

Przez pewien okres w swoim życiu, a dokładniej między 16 a 20 rokiem życia bez trwałego lakieru do włosów nie potrafiłam funkcjonować. W tym okresie nosiłam grzywkę i lubiłam, gdy była ona nienaganna, a w tym w zdecydowany sposób pomagał mi lakier. W moich rękach był niemal każdy drogeryjny lakier, a jednym z moich ulubieńców był niebieski Nivea, który do dziś znajduje się w mojej łazience, ponieważ użytkuje go moja siostra. "Przymus" stosowania lakieru w moim życiu znikł w momencie zapuszczana grzywki, jednak do dziś gdy chcę nadać włosom objętości stosuję tą pomoc. 

Niedawno w ramach małej współpracy ze sklepem fryzjerskim http://www.pro-sprzet.pl/ wybrałam sobie do przetestowania lakier z wyższej półki, a przede wszystkim skierowany już pod profesjonalistów. Byłam ciekawa czy będzie różnił się czymś od drogeryjnych.



Kilka słów o produkcie od sprzedawcy:
Maximum Hold Hair Spray to wyjątkowy, utrwalający lakier w aerozolu, który dodaje włosom pięknego połysku. Należy go stosować na końcowym etapie stylizacji, aby zapewnić fryzurze maksymalny stopień utrwalenia. Lakier Maximum Hold Hair Spray zapewnia każdej fryzurze połysk i maksymalny stopień utrwalenia. Włosy nabierają wspaniałego blasku i większej objętości, a fryzura zachowuje swój kształt.

Podstawowe składniki produktu to:
System Blended Protein Attraction - wzmacnia i chroni włosy przed szkodliwym działaniem środowiska. 
Trimetikon fenylowy - nadaje włosom połysk. 
Wyjątkowa technologia mikrodrobinek - dzięki niej powstaje lekka mgiełka, która zapewnia utrwalenie fryzury przez cały dzień.

Cena 53,43 zł ale obecnie jest na promocji w cenie 39 zł za 400 ml.



Lakier otrzymujemy w dużej pojemności 400 ml, w bardzo masywnym i profesjonalnie wyglądającym opakowaniu. Dozowanie w tradycyjny sposób za pomocą spreju, które rozpyla się delikatną mgiełką.
Stosuję go przy delikatnym tapirowaniu włosów u nasady, przy tworzeniu koka, a także do wygładzania niesfornych włosów przy okazji związywania kucyka. Lakier ma być mocno utrwalający wiec obawiałam się, że stworzy na włosach sztywną warstwę jednak wcale tak nie jest. Pomimo właściwości dobrze utrwalających- ale nie jest to wg. mnie mega utrwalenie- nie tworzy efektu sztywnych włosów.  A włosy po jego aplikacji są nadal miękkie. Bardzo łatwo jest go wyczesać, choć wydaje mi się, że może powodować przetłuszczanie się włosów. Wyróżnia się również zapachem, który przypadł mi do gustu, jednak sądzę, że przy częstym użytkowaniu byłby denerwujący, ponieważ długo utrzymuje się na włosach. Ja nie używam go na co dzień bo po prostu na co dzień nie tapiruję włosów, ale już teraz zauważam, że jest podbierany przez moją mamę i siostrę. :)



poniedziałek, 9 września 2013

Pierwszy raz o włosach: historia ich niszczenia + schodzenie do naturalnego koloru + kosmetyki

Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że pomimo tego, iż prowadzę "bloga urodowego" nigdy nie pisałam, a już na pewno nigdy nie pokazywałam Wa swoich włosów- chyba, że efekt po farbowaniu.
Od pewnego czasu zapuszczam włosy, nie farbuję i doprowadzam do tego aby zejść do swojego naturalnego koloru. Stwierdziłam, że jest to moment odpowiedni by pochwalić się swoimi  małymi osiągnięciami w tej dziedzinie i opowiedzieć kilka słów o mojej obecnej pielęgnacji.



Historia moich włosów (ok. 9 lat wstecz do teraźniejszości):

Przez długie lata farbowałam włosy, a także zmieniałam fryzury: od boba po włosy po połowę pleców. Zaczęłam w gimnazjum od kilku pasemek, później nadszedł czas na modne wówczas balejaże w odcieniach blondu, następnie mocne rozjaśnianie maksymalnie niszczące moje włosy i kompletny brak wiedzy o pielęgnacji, który ograniczał się do szamponu i odżywki. Pod koniec gimnazjum w okresie wakacji zapragnęłam mieć mocno, powtarzam mocno wręcz rażące włosy w kolorze różu- wówczas modna była subkultura EMO, a że te włosy mi się podobały to oczywistością jest, że taż takie chciałam. W liceum zmądrzałam i zaczęłam farbować na jednolite kolory, ale i tu nie obyło się bez wrażeń. Moje pierwsze farbowania w domu okazały się być porażką. Z brązu wychodziła czerń, potem były dramaty jak zejść z tego koloru... Spłukana czerń została potraktowana rozjaśniaczem, a następnie pofarbowana ciemnym blondem. Po zabiegu rozjaśniania każda farba wypłukiwała się przez co musiałam max co 2 miesiące farbować włosy na całej długości. Od jakiegoś 1,5 roku farbowałam się na odcienie rudości przełamane ewentualnie czerwienią i w zasadzie w takich kolorach czuję się najlepiej. Jednak stan moich włosów po 9 latach farbowania co 2 - max 3 miesiące był taki zły, że pomimo intensywnej pielęgnacji (już świadomej) wyglądały one nadal źle. I to był moment przełomowy, podczas którego zdecydowałam się na zejście do naturalnych. 

Poniżej wklejam zdjęcie produktów do pielęgnacji, które najczęściej stosuję w ostatnim czasie.



Obecne moje włosy wyglądają tak jak na zamieszczonym wyżej zdjęciu- są po użyciu maski, aplikacji serum z Joanny na końcówki i wysuszeniu suszarką. A poniżej mój odrost, którego się już nie wstydzę, ponieważ rezygnując z farbowania widzę poprawę w kondycji moich włosów :)



Mam nadzieję, że jesteście zainteresowane postami na temat aktualizacji pielęgnacji moich włosów, 
które będą ukazywać się co jakiś czas :)


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Alterra, Repair - Shampoo Macadamia & Feige (Szampon regenerujący) + ulubione z Garniera Ultra Doux

Kilka słów od producenta:

Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnacje . Do produkcji szamponu regenerującego Alterra zastosowaliśmy specjalne dobrane składniki najwyższej jakości : wartościowa kompozycja składników czynnych z wyciągami makadamii* i olejem z nasion brokułu* dostarcza zniszczonym i łamliwym włosom bogatej pielęgnacji i intensywnego nawilżenia, dodającym im blasku i zdrowego wyglądu. Pielęgnujący kompleks z wyciągiem fig*, miodem * i prowitamina B5 wzmacnia strukturę włosów i sprawia , że stają się one sprężyste i łatwiejsze w rozczesywaniu.

* Z kontrolowanej biologiczne uprawy.
Gwarantowane cechy produktu
- nie zawiera syntetycznych barwników , substancji zapachowych i konserwujących,
- bez sylikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych,
- łagodne związki powierzchniowo czynne i substancje aktywnie myjące z surowców roślinnych,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.




Dla mnie dobry szampon to taki, który się pieni, myje, a dokładniej po którego użyciu mam wrażenie i pewność, że włosy zostały dokładnie oczyszczone. A już szczególnie skóra głowy. Od szamponu natomiast nie oczekuję od tych specyfików regeneracji włosa. Już jakiś czas temu kupiłam szampon Alterra skuszona wieloma opiniami.


Szczerze powiem, że nie potrafię jednoznacznie ocenić tego produktu, ponieważ za każdym razem inaczej zachowywał się na moich włosach. Raz się pienił raz nie, raz plątał włosy raz nie. Co do piany to sekret tkwi w podwójnym myciu albo w rozrabianiu szamponu na dłoni z niewielką ilością wody. Wówczas wygodnie myje się włosy. Zapach produkty odbiega od tradycyjnych szamponów, jest lekko naturalny, słodkawy. Opakowanie wygodne, tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. Duży plus za przyjaźniejszy skład bez zbędnych składników.
Podsumowując jest to całkiem niezła alternatywa dla tradycyjnych silikonowych szamponów, ale mimo to z większą chęcią w codziennym stosowaniu sięgam po tradycyjną bombę silikonową w postaci np. szamponów Garniera z serii Ultra Doux. Wówczas czuję znacznie lepsze oczyszczenie, szczególnie podczas domywania oleju kokosowego z włosów.



A jaki jest Wasz ulubiony szampon?

środa, 10 lipca 2013

Podwójny warkocz.

Wiele razy oglądając różne wariacje na temat warkoczy spotkałam się z czymś takim ale nigdy nie wiedziałam jak to wykonać, ale jakiś czas temu wpadłam na pomysł, że przecież równie dobrze można złączyć ze sobą dwa warkocze, i takim oto sposobem powstało takie oto upięcie:



Jak go wykonać:
1. Zwiąż zgodnie z preferencjami ( może być niechlujnie, luźno, na środku, lub bardziej z boku) kucyk.
2. Podziel włosy z kucyka na dwie równe części.
3. Z każdej części zapleć tradycyjnego warkocza i zwiąż obydwa osobnymi gumkami.
4. Następnie porozciągaj warkocza na boki (poluzuj), tak aby nadać mu większej objętości.
5. Zwiąż warkocze jedną gumką, a pozostałe usuń.
6. Od wewnętrznej strony warkocza wepnij w poziomie 2-3 wsuwki (super jeśli masz ich krótszą wersję).

Gotowe! :)

Oczywiście w zależności od długości i przede wszystkim gęstości włosów, można robić różne wariacje tego upięcia. Upięcie na włosach nie wymagało ode mnie dużo zaangażowania, ponieważ było robione "na szybko" przed pracą. Gdybym miała więcej czasu na pewno wsuwki wpięłabym tak, aby były zupełnie niewidoczne. Choć na "żywo" wmieszały się we włosy i nie były bez przyglądania się widoczne.
Nie wymaga poprawek, mi tak spięte włosy trzymają się całe 8 godzin w pracy.
Osobiście gdy mam je na sobie wiele osób zwraca na to uwagę i nie często spotykam kogoś, kto wie, że to spięte razem dwa warkocze.


niedziela, 12 maja 2013

Jasny popielaty blond WellaTon 8/1

Hej,
dziś kolejny post z cyklu " Moje farobwanie". Od dawna sama eksperymentuję z farbowaniem na różne kolory, oczywiście z różnym skutkiem. Tym razem nie jestem zadowolona z efektów. Ale być może jest to spowodowane tym, że sama nie wiedziałam co chcę osiągnąć. I niestety efekt jest taki, że mam coś co mi się nie podoba i muszę przetrzymać się chociaż z 3-4 tygodnie ay dać włosom odpocząć i będzie kolejne farbowanie, inną farbą, która dziś już zakupiłam :)

Ale wracając do tematu. Farbą, którą farbowałam włosy jest Wellaton 8/1 Jasny Popielaty Blond. Farba ta rozjaśnia włosy- czego chyba nie byłam do końca świadoma przy zakupie.

Tak prezentuje się zawartość opakowania


A tak przewidywany efekt koloryzacji:



A teraz kilka słów o moich odczuciach.
Od kilku miesięcy farbowałam włosy tą samą farbą czyli palette H8 Miodowy Blond i właśnie na taką wypłukaną farbę + odrost nakładałam kolor. Także dla zainteresowanych na zdjęciu "przed" widać jak się prezentuje wypłukana farba.
Duży plus za dołączoną odżywkę do włosów (której jak zwykle nie użyłam).
Na włosy długości do połowy pleców zużyłam z rezerwą 2 opakowania.
Sama farba nie śmierdziała jak co poniektóre.
Na początku farbowania zaczął mnie szczypać skalp, co było dla mnie dziwne bo czasem jedynie spotkałam się z tym, że delikatnie mnie swędziało.
Tuż po tym przeraziłam się wyglądem farby na mich włosach- stała się siwo- zielona co było dla mnie traumą, gdyż bałam się, ze kolor wyjdzie zielony.
Samo spłukiwanie było przyjemnie gdyż farba dała włosom efekt bardzo delikatnych.
I moje obawy się niestety potwierdziły- kolor w niektórych światłach wpada w delikatnie zielonkawy...
Jeśli chodzi o pokrycie to włosy pokrył równomiernie ale nie ma dużego efektu tzn. nie rozjaśnił włosów o kilka tonów. Jest to około 1 ton różnicy ( na moje szczęście).
Wydaje mi się, że farba delikatnie pogorszyła stan moich włosów.

Poniżej wypłukany kolor Palette H8 Miodowy blond, czyli
PRZED:


i PO

Tutaj widać zielone tony- wydaje mi się, że zdjęcie oddaje je nieco bardziej uwidocznione. 


Jak widzicie różnica nie jest duża, aczkolwiek kolory różnią się od siebie.
Nie wiem czy polecam do włosów ciemniejszych tą farbę gdyż może być tak jak u mnie- lekko zielono.
Ja zapewne do niej nie wrócę i postanowiłam, że wracam do rudości :)

środa, 1 maja 2013

BabyDream Pflegeol, czyli oliwka świetna do ciała i do włosów

Oliwkę dla dzieci z Rossmnowskiej serii BabyDream zna chyba większość z Was. Ja sama stosuję ją od bardzo dawna do pielęgnacji ciała. Wmasowuję ją po kąpieli na mokre ciało, a następnie obsuszam ręcznikiem. Efekt? Mięciutka skóra, nie bardzo tłusta, niemająca silnego zapachu "dziecinnej oliwki".



Jednak od jakiegoś czasu coraz więcej słyszałam o bardzo dobrym wpływie oliwki na włosy. A ponieważ mój ulubiony olejek z Alterry mi się skończył postanowiłam wypróbować na własnych włosach. I faktycznie zachwalania dziewczyn nie były bez pokrycia.


Aplikuję ją na delikatnie zwilżone włosy, ok. 10 cm od nasady aż po końce. Oczywiście główny nacisk kładę na końcówki, które zawsze są w gorszej kondycji. Zawijam koczek i paraduję w nim 1-3 godziny w zależności od tego ile mam czasu.
Po tym czasie oliwka (podobnie jak ta z Alterry) w bardzo dużej ilości wchłania się w moje włosy, co świadczy o tym, że potrzebują one takiego nawilżenia.
Koleinie zmywam oliwkę myjąc włosy w tradycyjny sposób (szamponem bez silikonów z Alterry 2 razy, zwykłym wystarczy raz) i nakładam maskę do włosów Kallosa Jaśminową na ok. 2-3 minuty. Stosuję ją jako odżywkę, ponieważ jest gęsta i  lepiej niż odżywki działa na moje włosy.

Produkt jest bardzo wydajny, a cena bardzo okazyjna- ok. 4-5 zł w zależności od promocji w Rossmannie.


Bardzo polecam wypróbowanie tej oliwki w pielęgnacji włosów. Mi bardzo przyadła ona do gustu i używam ją co jakiś czas jako uzupełnienie pielęgnacji. Włosy po takim zabiegu czyli oliwka, mycie, maska wyglądają na zdrowe i wygładzone.


niedziela, 7 kwietnia 2013

** Palette H8 miodowy blond. Efekt przed i po koloryzacji**

Przyszedł dzień na farbowanie moich włosów. Od zawsze używałam różnych permanentnych farb. 
Za każdym razem używając innego koloru i robiąc sobie niezłą zadymę na włosach. 
Tak było aż do momentu, gdy natrafiłam na Pallette z serii Intensive Color Cremew kolorze H8 miodowy blond. 
Farbuję nią od ok. 1,5 roku i póki co nie zamierzam z niej rezygnować.

Tak prezentuje się efekt po koloryzacji w naturalnym słońcu.
W ciemnym pomieszczeniu wyglądają ciemniej, a pod słońce mają rude refleksy.



Za co ją tak lubię?
po 1 za to, że nie spala mi włosów
po 2 za to, że nie wypłukuje się do zera po miesiącu
po 3 za to, że nie muszę farbować włosów co miesiąc 
po 4 za to, że odrosty nie rzucają się w oczy ( choć na zdjęciu okropnie to widać)
po 5 za to, że kupuję ją na promocji za ok. 11,50 zł
po 6 za to, że to co pokazane jest na opakowaniu wychodzi na włosach



Mniej więcej to są główne powody, dla których używam tą farbę.
Na włosy mojej długości z nadmiarem wystarczają 2 opakowania.



Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć 2,5 miesięczny odrost moich mysich włosów.
A włosy farbowane to efekt wypłukanej farby Pallette H8, po kilkakrotnym już farbowaniu.

 Efekt przed koloryzacją, czyli odrost mysi :



Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zadbać o pielęgnację moich włosów,
zgodnie ze schematem, który możecie zobaczyć klikając poniżej: