Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja Ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja Ciała. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 maja 2014

Sun Ozon, Mleczko samoopalające do jasnej karnacji

Jak nietrudno zauważyć jestem totalnym bladziochem. Mogę leżeć godzinami na słońcu, a mimo to nie będę opalona - co najwyżej "zżółknę".  Zapewne mam bardzo mało barwnika w skórze ale nie chcę w to wnikać, bo jakoś nie jestem z tego powodu wyjątkowo nieszczęśliwa. Mimo wszystko w okresie letnim fajnie jest być choć odrobinę muśnięta słońcem. A skoro słońce nie chce mnie opalać radzę sobie samoopalaczami.
Przez moje ręce przeszło ich mnóstwo od drogeryjnych poprzez apteczne ale za każdym razem dawały zbyt intensywny odcień i tworzyły smugi i plamy.
Skuszona pozytywnymi opiniami sięgłam po tani, dostępny w Rossmannie produkt.


czwartek, 22 maja 2014

Yves Rocher, Jardonis Du Monde, Żel pod prysznic: Zielona herbata z Chin

Bardzo często kuszę się na zakupy online w sklepie Yves Rocher. Jakiś czas temu trafiłam na kod promocyjny, który owocował 50% zniżką na cały koszyk, a dodatkowo dodatkowo łączył się z innymi promocjami więc warto było zrealizować zamówienie. Wśród moich zakupów znalazł się żel pod prysznic, który skusił mnie swoim zapachem zielonej herbaty, który uwielbiam w letnim czasie.



sobota, 15 lutego 2014

Post o witaminowym kremie do rąk


Jeszcze kilka miesięcy temu w zupełnie nie potrzebowałam kremów do rąk. Dłonie miałam "normalne" i ich pielęgnacja ogarniała się praktycznie do zera. Jednak od pewnego czasu bardzo się przesuszają i maltretuję krem za kremem.
Dziś kilka słów na temat kremu witaminowego firmy Anatomicals.

Skład produktu:


Jest to krem witaminowy przeznaczony do codziennej pielęgnacji. Na co dzień znajduje się on w mojej pracy gdzie raz czy dwa razy dziennie kremuję nim ręce i tu sprawdza się idealnie. Jest lekki, szybko się wchłania i ma delikatny, powiedziałabym lekko cytrynowy zapach. Fakt, że nie pozostawia tłustego filmu sprawia, że mogę używać go w pracy bez obaw, że utłuszczę dokumenty.
Dodatkowo podoba mi się opakowanie, ponieważ jest takie inne ;)
Jeśli chodzi o stopień nawilżenia jaki daje to nie jest to coś nadzwyczajnego. Ten krem nie nawilży mocno wysuszonych dłoni, jest po prostu idealny na dzień. 
Na koniec wspomnę, że kosztuje ok. 12 zł, ale w zasadzie nie wiem gdzie stacjonarnie można go kupić, ponieważ swój egzemplarz miałam w grudniowym ShinyBoxie.

A oto ciekawostka z opakowania:



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Avon, Planet Spa, Dead Sea Minerals, Wygładzający peeling z minerałami z Morza Martwego

Będąc kilka dni u mojego chłopaka, miałam okazję użytkować produkt jego mamy, którym jest Avonowski peeling z minerałami z Morza Martwego. Postanowiłam, że zrobię zdjęcia i podzielę się z Wami moją krótką opinią na jego temat. Sama za kosmetykami Avonu jakoś szczególnie nie szaleję, ale kilka produktów pielęgnacyjnych bardzo sobie chwalę. Niestety z kolorówki na tą chwilę lubię jedynie kredkę żelową SuperShock, która jest naprawdę trwała.

Producent:
Wygładzający peeling do ciała z Minerałami z Morza Martwego. Pozostawia skórę gładką, rozświetloną i odświeżoną.



Skład produktu dla zainteresowanych:



Produkt znajduje się w szarej, estetycznie wyglądającej 150 ml tubce, która jest elastyczna i łatwo z niej wydobyć produkt. Peeling ma konsystencję żelu, który bardzo łatwo aplikuje się na skórę ciała. Jego poziom ostrości oceniam na średni, w swojej konsystencji ma mnóstwo delikatnych drobin w postaci przeźroczystych "minerałków" co zobrazowane jest na zdjęciu poniżej. Nie jest to peeling bardzo ostry, ale nie jest też delikatny. Bardzo dobrze, w delikatny sposób ściera naskórek, po czym skóra jest naprawdę miękka i przyjemna w dotyku. Dla mnie idealny pod tym względem. Bez problemu można go spłukać ze skóry, nie pozostawia po sobie żadnej tłustej warstwy. Jego zapach jest naprawdę bardzo przyjemny, należy do świeżej kategorii, ale na ciele nie pozostaje na długo. Dla mnie produkt świetnie się sprawdził i z chęcią kupiłabym go dla siebie. Jego wadami jest cena (ok. 30 zł) i problem z dostępnością (konsultantki lub allegro).


Dajcie znać co o nim sądzicie! :)


środa, 6 listopada 2013

Biedronkowa promocja na żele, mydła i płyny do kąpieli.

Niestety i ja uległam promocji w Biedronce, która obejmowała rabat 30% na żele, płyny do kąpieli, mydła, kule go kąpieli czy sole które mają zawrotną cenę 2,50 za 500 ml. Niestety zaszłam tam dziś, czyli w ostatni dzień promocji i asortyment był bardzo przerzedzony. Mimo wszystko i ja znalazłam tam coś dla siebie, robiąc tym samym spore zapasy bo jeszcze mam kilka żeli innych firm w zapasie. Postawiłam na żele i mydła w płynie.
Oto co kupiłam:


Pierwszy traf był na żele pod prysznic z BeBeauty z serii Creme. Szczególnie zależało mi na wersji z pomarańczową zatyczką bo faktycznie rewelacyjnie pachnie o nazwie Happy Moment ale niestety było to ostatnie opakowanie. Wielokrotnie czytałam, że jest pod podróbka żelu z Nivea o nazwie Happy Times. Koszt butelki 400 ml to 2,79 zł.


Kupiłam też dwa po 500 ml mydełka w płynie Linda. Koszt jednej sztuki to 2.09 zł. Jest dostępny jeszcze jeden zapach, o ile się nie mylę miodowy.


Na koniec mam jeszcze słodkiego jedynaka. Jest to żel z BeBeauty z serii SPA o zapachu Brazylia, o pojemności 300 ml. Kosztował najwięcej bo 3,49 zł. Wzięłam na wypróbowanie.

Jeśli chcecie upolować coś w Biedronce to pamiętajcie, że dziś ostatni dzień.
Dajcie znać czy coś kupiłyście :)

wtorek, 5 listopada 2013

Pharmatheiss Cosmetics, Granatapfel Handpflegecreme, Krem pielęgnacyjny do rąk

Recenzje kremów do rąk na moim blogu to rzadkość, a to dlatego, że przez większość roku ich nie używam. Niestety na przełomie jesieni i zimy jest to mój obowiązek. Dziś przedstawiam Wam drugi krem, który w tym momencie katuję i katowałam go już spory okres czasu.


Producent:
Szorstkie, zniszczone dłonie wymagają specjalnej pielęgnacji. Drogocenna kombinacja olejku z pestek granatu, olejku z awokado oraz oliwy z oliwek tłoczonej na zimno chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem i czyni ją jedwabistą i delikatną. Krem nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.

Wyciąg z owoców granatu:
- dzięki wysokiej zawartości rzadkiego kwasu punikowego (OMEGA – 5), który występuje w naturze wyłącznie w owocach granatu, stymuluje regenerację skóry,
- zawiera ponad 20 bioaktywnych polifenoli, więcej niż np. winogrona,
- chroni naczynia i komórki skóry przed wolnymi rodnikami,
- przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry.


Oliwa z oliwek extra vergine:
- bogata w oleokantal, oleuropeinę, witaminę E oraz skwalen,
- działa przeciwzapalnie, wzmacnia tkankę łączną, poprawia nawilżenie.


Olejek z awokado:
- zapobiega utracie wilgoci i intensywnie pielęgnuje.


Skład dla zainteresowanych:



Krem otrzymujemy w metalowym opakowaniu, który naprawdę fajnie się prezentuje na tle tradycyjnych, plastikowych tubek. Jednak przy końcówce może stać się to kłopotliwe, plastikowe tubki z łatwością możemy przeciąć i wydostać resztki kosmetyku, tutaj mamy z tym problem. Ważne jest, że tubka nie pękła w żadnym miejscu pomimo, że przez długi czas nosiłam ją  w torebce, niestety zniekształciła się zakrętka i ciężko się go domyka. Krem ma intensywny zapach, charakterystyczny dla całej serii kosmetyków z granatem - miałam przyjemność z wszystkimi kosmetykami z tej serii. Konsystencja kremu z pozoru wydaje się być lekka, bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy ale wyczuwalny jest na nich przyjemny film, a dłonie automatycznie robią się miększe i milsze w dotyku. W ciągu dnia sprawdza się idealnie, jednak na noc gdy chcemy osiągnąć lepsze nawilżenie musimy nanieść go grubszą warstwą. Jego minusem jest dostępność (tylko w aptekach, ew. online) i cena która sięga ok. 30 zł co wg mnie jest zbyt dużą sumą jak za krem do rąk. Mimo to nie żałuję i cieszę się, że służy już tak bardzo długo. 



piątek, 25 października 2013

Cosmabell, SPA FOOT PEEL czyli skarpetki złuszczające

Jakiś czas temu dość głośno (szczególnie na Youtube) zaczęło być o preparatach złuszczających do stóp zawartych w postaci nasączonych skarpetek. Dziewczyny bardzo pochlebiały tym produktom, a mi coraz bardziej rosła ochota na wypróbowanie tak owych skarpetek. Na rynku nie ma ich zbyt dużo. Jedną z polskich marek jest Cosmabell,  która planuje zrewolucjonizować tradycyjne spojrzenie na pielęgnację stóp, a SPA FOOT PEEL jest ich pierwszym produktem. Firma zapewnia, że co 3 miesiące wprowadzi na rynek coś nowego - już nie mogę się doczekać! :)


Kilka słów od producenta:
Aktywny kompleks kwasów AHA + BHA intensywnie złuszcza martwy naskórek, dzięki czemu usuwa szorstką skórę piet, a także odciski i modzele. Stosujesz raz i przez kilka tygodni cieszysz się idealnie gładką skórą!
Foot Peel to preparat stworzony wyłącznie z naturalnych roślinnych składników! Oczyszcza Twoje stopy i jednocześnie je pielęgnuje. Kosmetyk dostosuje się do Ciebie – usunie tylko ten naskórek, który nie jest Ci potrzebny!

Skład produktu dla zainteresowanych:



Padnie pytanie jak stosować? Opakowanie przedstawia cały proces w kilku bardzo zrozumiałych punktach, w związku z czym zamieszczam zdjęcie, bez zbędnych opisów:



Produkt otrzymujemy w estetycznym opakowaniu w postaci kartonowej, na której opisane są szczegóły zabiegu, a same skarpetki znajdują się w szczelnie zamkniętym opakowaniu. Po otwarciu skarpetek poczułam zapach spirytusu. Dlatego też nie polecałabym stosowania zabiegu osobom, które mają rany na stopach gdyż może wywołać to pieczenie.
Jeśli chodzi o zabieg to miałam wątpliwości czy np. kwasy nie wywołają uczulenia, poparzeń, czy nie "ściągną" mi za dużo skóry, czy nie powstaną mi rany. Byłam ich strasznie ciekawa, a z racji tego, że jest to nowość na rynku, a także dla mnie - miałam różne obawy. Obawy dosięgały mnie również dlatego, że nigdzie nie mogłam zobaczyć efektu przed i po. Jednak żadnych skutków ubocznych nie doznałam.
Podczas samej aplikacji nic mnie nie piekło, nic nie szczypało. Zgodnie z zaleceniami na produkt założyłam skarpetki, aby kwasy lepiej zadziałały. I tak przez 120 min. spokojnie relaksowałam się w nich przed telewizorem, a gdy miałam potrzebę przejść gdzieś po domu to to robiłam, więc nie ograniczają nas ruchowo.
Przez kolejny tydzień czekałam na rezultaty. Miałam wrażenie, że z dnia na dzień skóra staje się coraz bardziej przesuszona i napięta, aż czwartego dnia zaczęła się złuszczać. Podczas schodzenia naskórka nic nie boli, nic nie piecze. W dniu 6 był największy stan złuszczania, które natężało się po kąpieli kiedy naskórek zmiękł. Denerwujące były tylko te 'farfocle" w ciągu dnia, ponieważ czasem gilgotało mnie to pomiędzy palcami i ogólnie było to dziwne uczucie. Dodam jeszcze, że u mnie cały zabieg nie trwał 7 dni, dopiero na 11 dzień miałam stopy bez złuszczającej się skóry, jednak z przedniej części stopy, gdzie skóra jest delikatna skóra łuszczy się do dziś co jest irytujące. Nie wyobrażam sobie zrobić takiego zabiegu w lato kiedy stopy zazwyczaj są odsłonięte.
Po zakończonej kuracji faktycznie stopy pozbawione były części naskórka, ale np. na piętach jeszcze coś tam zostało. Zanim skóra zeszła w tym topornym czasie, to zdążył narosnąć nowy naskórek i w zasadzie stopy już wróciły do stanu sprzed kuracji.

Tak prezentują się skarpetki, na nie nałożyłam jeszcze tradycyjne. 


Stan początkowy moich stóp. Miejscowo nagromadzony naskórek, zdjęcie celowo mocno zbliżone aby można to było lepiej zobaczyć.


A pięty prezentowały się mniej więcej tak:


Zaczęło się niewinne. Pierwsze efekty złuszczania dostrzegłam po 4 dni od zastosowaniu produktu.



I w trakcie złuszczania, wybaczcie gorszą jakość ale poniższe zdjęcia robione były późnym wieczorem.



W kolejnych dniach, szczególnie po kąpieli było gdy naskórek zmiękł było jeszcze gorzej, oto nocne zdjęcia:



Nie wrzucam zdjęć "po" bo już na powyższym zdjęciu widać miejsca, w których naskórek się złuszczył. Z efektów jestem zadowolona bo duża część naskórka została zlikwidowana, ale nie jest to całkowite wyeliminowanie. Mam mieszane uczucie co do tego typu produktów. Po całkowitym złuszczeniu się naskórka muszę zadbać o ich nawilżenie bo już się o to dopominają. Jestem ciekawa czy skarpetki sprawdziłby się na zaawansowanym zrogowaceniu.
Dajcie znać co o tym sądzicie? :)

środa, 16 października 2013

Antidral, Bloker potu, który likwiduje lub łagodzi dolegliwości związane z nadmiernym poceniem się

Od okresu dorastania mam problem z potliwością. Od długiego czasu z tym walczyłam, jednak bezskutecznie. Nie był to problem tak nagłaśniany jak jest teraz, że nawet podobne środku reklamowane są w telewizji. Nie miałam pojęcia, że takie coś jak bloker w ogóle istnieje. Z czasem natknęłam się na te informacje w blogosferze. Pierwszy po jaki zasięgłam to Etiaxil do skóry wrażliwej, jednak narobił mi więcej złego niż dobrego. Postanowiłam, że mimo to spróbuję innego i tutaj padło na Antidral. W między czasie miałam okazję wypróbować Ziaję ale ten z kolei był dla mnie za słaby. Jeśli chcecie dowiedzieć się co sądzę o Antidralu, zachęcam do lektury. 


Wskazania: 
Nadmierna potliwość stóp, dłoni i pach. 

Możliwe skutki uboczne:
Skórne objawy uczuleniowe. W przypadku pojawienia się pieczenia, świądu lub rumienia okolic leczonych, należy przerwać terapię. Lek nie wpływa na sprawność psychomotoryczną, zdolność prowadzenia pojazdów oraz obsługę maszyn.


Stosuję ten produkt od ok. 4 lat. Zużyłam (o ile się nie mylę) 3 opakowania, opakowanie rollonu to koszt 20-35 zł w zależności gdzie go kupujemy. Przeciętnie takie opakowanie starcza mi na ponad rok użytkowania. Na początku stosowałam go znacznie częściej, bo raz, a czasem nawet dwa razy w tygodniu. Skóra wtedy nie była mi za to wdzięczna. Teraz stosuję go raz na dwa tygodnie, w zależności od tego czy czuję taką potrzebę. Zawsze po zastosowaniu tego preparatu skóra jest wysuszona i podrażniona, a także ma tendencję do mocnego swędzenia. Należy pamiętać, że po zastosowaniu go oczywiście na noc (i nie po depilacji!), najlepiej leżąc już w łóżku dać ręce za głowę, wówczas produkt się wchłonie i nie podrażnimy sobie niepotrzebnych partii skóry. Po aplikacji może nas bardzo swędzieć i piec, jednak drapanie musimy ograniczyć do minimum. Ja podczas pierwszych aplikacji wręcz nie wytrzymywałam i musiałam iść zmyć to z siebie, jednak z czasem skóra się przyzwyczaja. Musimy przyzwyczaić się również do silnego, alkoholowego zapachu preparatu. Po przespanej nocy, wstajemy i idziemy zmyć produkt z pach, jest to konieczne i obowiązkowe. 
Mimo, że używam blokerów na co dzień sięgam po antyperspiranty. Bloker bardzo redukuje ten problem ale nie redukuje go do zera, a z antyperspirantem czuję się komfortowo. Na kilka dni po aplikacji używam sztyftów aby dodatkowo nie podrażniać skóry, a później już mogę wrócić do sprayu. Staram się również na kolejny dzień po wieczornej kąpieli smarując ciało czy to balsamem, oliwką czy olejem kokosowym posmarować również pachy, które mogą być przesuszone. 


Podsumowując nie jest to ideał- i żaden tego rodzaju produkt nim nie będzie.
U mnie zdaje swój egzamin w 80%. Ma on wiele wad, ale ma też zaletę- działanie.
Mojego problemu nie zlikwidował, lecz złagodził, ale dla mnie jest to naprawdę duża zmiana.
Nie proponuję go używać, tym osobą, które nie mają faktycznych dużych problemów z potliwością.
Za to osobom zmagającym się z tym życzę wytrwałości.

piątek, 11 października 2013

Rexona, Sexy, Ulubiony antyperspirant w sprayu

Nie często pokazuję na blogu antyprspiranty, być może dlatego, że stosuję niemal zawsze Rexony. Czasem sięgnę po inną firmę, jednak zawsze wracam do niej. Bardzo lubię różowy sprej, oraz praktycznie każdy sztyft. W tym poście znajdziecie kilka słów o ulubieńcu od kilku lat.


Na wstępnie chcę zaznaczyć, że moja recenzja opiera się jedynie na wersji różowej, ponieważ miałam kilka innych, ale zapachowo zdecydowanie mi nie pasowały. Produkt otrzymujemy w przyjemnej dla oka, profilowanej puszce wraz z zabezpieczeniem przed otwarciem. Atomizer bardzo ładnie rozpyla produkt. Początkowo podczas użytkowania trzeba uważać bo talk, który się wydostaje może pobrudzić nam czarne ubrania- jest na to rada- przed każdym użyciem najlepiej wstrząsnąć opakowanie. Mimo tej jedynej wady, zdecydowane przeważają jego zalety jakimi są: zapach oraz przede wszystkim działanie. Zapach jest bardzo przyjemny i w ciągu dnia nie zamienia się na przykry odór jak to co niektóre produkty mają w tendencji-  zapach jest nie do pobicia przez inne wersja zapachowe tej firmy.  Utrzymuje się długo i jest zdecydowanie wyczuwalny. Osobiście mam problemy z potliwością więc oprócz tego antyperspirantu (lub wersji w sztyfcie) używam Antidralu. Mimo wszystko zdecydowanie widzę różnice gdy go użyję, a gdy nie. Jest to moje niezliczone już opakowanie, a w tym momencie mam dwa na stanie.



Dajcie znać jakich Wy używacie antyperspirantów! :)

wtorek, 8 października 2013

Exclusive, Odżywiający krem do rąk i paznokci z witaminą młodości

Dziś kilka słów o kremie do rąk, który pierwszy raz zobaczyłam w koleżanki, która miała go w miniaturowej wersji. Bardzo spodobał mi się jego zapach w związku z czym postanowiłam bez względu na jego działanie włożyć go do koszyka.


O produkcie:
Krem do rąk i paznokci polecany jest do skóry delikatnej, zniszczonej i wymagającej intensywnej pielęgnacji. Skutecznie chroni przed wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych oraz niepożądanym działaniem detergentów. Bardzo dobrze rozprowadza się i wchłania w skórę rąk oraz w obrębek naskórkowy paznokcia. Zawarty w kremie kompleks z witaminą młodości doskonale nawilża i delikatnie natłuszcza skórę sprawiając, że staje się ona jedwabiście gładka, miękka. Zmniejsza się łamliwość paznokci oraz skłonność do ich rozdwajania. 

Poniżej wrzucam skład dla zainteresowanych:


Krem znajduje się w dość dużej tubce, którą wygodnie się użytkuje. Pod koniec warto ją przeciąć, ponieważ na ściankach na pewno znajdzie się spora ilość produktu. Krem jest dość gęstej konsystencji, która szybko wchłania się pozostawiając uczucie nawilżenia. Jednak jest to krótkotrwały efekt. Jego działanie określiłabym na poziomie średnim. Jeśli mam przesuszone ręce, aplikuję go grubą warstwą na noc, jednak rano nie ma dużej poprawy. Dlatego o ile super sprawdza się w ciągu dnia, na noc dla dogłębnego nawilżenia się nie nadaje.  Produkt skusił mnie przede wszystkim swoim zapachem, który jest delikatny, a jednocześnie ma coś w sobie, co mnie przyciągnęło. Za niecałe 5 zł można kupić na wypróbowanie. Czy wrócę do niego? Zapewne nie, gdyż kremy zużywam bardzo mozolnie i za każdym razem sięgam po inny. 


Jaki krem polecacie?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Poparzenia słoneczne - typowy specyfik czy mocne nawilżenie?



Dołącz do mnie na bloglovin DOŁĄCZ



Chyba nie ma osoby, która nie doznałaby poparzenia spowodowanego promieniami słonecznymi. Ja, jako posiadaczka jasnej karnacji obowiązkowo, w każde lato "muszę" tego doświadczyć. Pomimo tego, że do twarzy używam praktycznie na okrągło filtra z SPF 50, to na resztę ciała jakoś nie przywiązuję uwagi, a dobrze wiem, ze powinnam. Każde poparzenie słoneczne jest niebezpieczne dla zdrowia, a przede wszystkim dla skóry.


Zawsze zastanawiałam się co po takim incydencie jest lepsze dla mojej skóry. Czy typowy produkt do pielęgnacji skóry po kąpielach słonecznych, a w skrajnych przypadkach  po poparzeniach ( np. Panthenol), czy dobrze nawilżający balsam/ masło do ciała.
Dla mnie zwykłe balsamy po opalaniu nie wyróżniają się niczym szczególnym. Cenię jedynie te, które mają zwiększoną dawkę pantenolu, który koi podrażnienia lub te o właściwościach chłodzących.

Obecnie na stanie mam kilka takich specyfików, ale najbardziej lubię dwa z nich, oto one:


O ile przy naprawdę mocnych zaczerwienieniach skóry zdecydowanie sięgam po koncentrat balsamu nawilżającego skórę z serii Dermedic HydraIn3 Hialuro, to po zwykłej kąpieli słonecznej wolę balsam typowy po tym procesie- obecnie najczęściej sięgam po Bielendę z serii Bikini. Jest lekki, szybko się wchłania i jakoś tam lepiej się wówczas sprawuje niż cięższy i bardziej treściwy  i mocno nawilżający balsam.
Konsystencje są różne. Bielenda - rzadka i lekka, a Dermedic zbita, gęsta i treściwsza.


Dermedic używam nie tylko po kąpielach słonecznych, ale też wtedy, gdy czuje, że skóra potrzebuje nawilżenia. Po jego zastosowaniu na noc, jeszcze rano czuję, że jest zadbana i odpowiednio nawilżona. Jest to jeden z lepszych balsamów nawilżających, które miałam okazję stosować. A po dniu na słońcu znacznie bardziej cenię sobie nawilżenie niż chłodzenie. Dlatego też sądzę, że balsamy "po opalaniu" nie są produktami niezbędnymi.

Na koniec dla zainteresowanych wrzucam składy obu produktów:
Dermedic, HydraIn3 , koncentrat balsamu nawadniający skórę przeznaczony dla skóry suchej, bardzo suchej i odwodnionej.

Bielenda, Bikini, nawilżający balsam po opalaniu z 10% Aloesem i D-Panthenolem i kwasem hialuronowym.

niedziela, 9 czerwca 2013

** Dermedic, Sunbrella Sensitive, Nawilżający samoopalacz do twarzy i ciała o przedłużonym działaniu **

Producent:
Składniki aktywne: DHA + erytruloza, Masło kakaowe, Oleum Amygdalae, Masło Shea, Oxynex K, Alantoina, Gliceryna, Woda termalna

Zalecany do: Uzyskania pięknej i bezpiecznej opalenizny bez udziału słońca.

Zapewnia szybką, równomierną i długotrwałą opaleniznę, bez kontaktu z promieniami słonecznymi
Poprawia kondycję skóry, zapobiegając utracie jędrności. Zapewnia odpowiednie nawilżenie skóry. Głęboko odżywia i regeneruje skórę. Dla każdego typu i odcienia skóry twarzy i ciała. Bez parabenów.
Hypoalergiczny


Skład:
Aqua, Glycerin, Digydroxyacetone, Mineral Oil, Cyclomethicone Cocoa Butter Theobroma Cacao Seed Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil Cetearyl Alcohol, Erythrulose, Butyrospermum Parkii, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, laureth-7, Allantoin, PEG-8 Tocopherol, Acorbyl Palmitate Ascorbic Acid, Citric Acid, parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone methylisothiazolinone Triethanolamino.


Moja opinia:

Produkt otrzymujemy w formie 100 g tuby, z której bez problemu wydostaniemy interesującą nas ilość kosmetyku. Nowa tuba, a dokładnie zamknięcie, powinno być zabezpieczone folią przed niepożądanym otwarciem, co jest bardzo ważne.
Kosmetyk ma średnio gęstą konsystencje w formie kremu, która bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania i nie pozostawia tłustego filmu.
Jest wydajny, potrzeba niedużej ilości na pokrycie sporej części ciała.
Zapach jest bardzo przyjemny (przypomina mi produkty Ziaji z serii Solanki Sopockiej).
Na ciele pachnie bardzo ładnie, nie ma zapachu typowego samoopalacza, jednak rano (bo aplikowałam go na noc) wyczuwałam już zapach typowy dla tego typu produktów.
Kosmetyk posiada dobry skład i bardzo dobrze nawilża skórę.
Przeznaczony jest również do twarzy, ale ja nie nakładam na moja cerę samoopalaczy, ponieważ mam złe doświadczenia z innymi, które bardzo zapchały mi pory. Z regóły posiadają parafinę, a to mój wróg nr1.
Aplikowałam go najczęściej na dekolt i tu utrzymywał się do ok. 5-6 dni.
Zmywa się bardzo równomiernie nie tworząc plam.
I tu zaczynają się moje bardziej negatywne spostrzeżenia, ponieważ producent pisze, że produkt przeznaczony jest przede wszystkim do cery o jasnej i średniej karnacji. Sama mam jasną karnację, a produkt ten daje bardzo widoczny efekt. Nie jest to efekt delikatnie muśniętej słońcem skóry. 
Jest on widoczny i odcina się od reszty ciała. 
W związku z tym przy aplikacji na "trudne" miejsca tj. łokcie, nadgarstki zwróciłabym szczególną uwagę bo może wyrządzić niepożądany efekt.
Na pewno będę z niego w 99% zadowolona, gdy moja skóra naturalnie się opali. 
Na pewno użyję go na wesele, na które idę w lipcu :)
Cena to ok. 30 zł.


Podsumowując jest to bardzo dobry, długotrwały i nawilżający produkt, który szczególnie sprawdzi się dla średniej i opalonej cery.
Dla bladzioszków polecam balsam tego typu z Yves Rocher.

Na sam koniec chciałabym podziękować Dezemce za możliwość wypróbowania tego produktu.
Ponieważ zostałam wylosowania w jej rozdaniu na testera.

środa, 29 maja 2013

** granatowy żel pod prysznic z Pharmatheiss **


Od producenta:

Orzeźwiający żel pod prysznic zawierający wyciąg z owocu granatu oraz oliwę z oliwek tłoczoną na zimno. Ta unikalna kombinacja orzeźwia ciało, umysł i zmysły. Chroni skórę przed wysuszeniem i skutecznie nawilża ją. Nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.
Orzeźwia, wizualizuje, odbudowuje warstwę lipidową. Do codziennej pielęgnacji wrażliwej skóry. Rozkoszuj się świeżym, owocowym zapachem granatu.



Skład:




Moja opinia:


Opakowanie jest bardzo wygodne, a dzięki specjalnemu "korkowi" nie wylatuje z niego nadmiar produktu. Zapach produktu jest bardzo przyjemny, ale nie utrzymuje się na skórze. 
Żel w swojej konsystencji nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. 
Wystarcza stosunkowo nieduża ilość produktu aby myjka do kąpieli się spieniła.
W żelu zawieszone są "fragmenty" granatu.
Piana, która powstaje z produktu jest różowego odcienia co bardzo mnie zaskoczyło :)
Nie wysusza, nie ściąga, ani też nie wyczuwam jakiegoś szczególnego nawilżenia po jego zastosowaniu, po prostu jest dobrej jakości żelem do mycia ciała.
Produkt możemy nabyć w aptece za ok. 30 zł, co uważam za wygórowana cenę.
Nie sądzę, bym zakupiła ten produkt ponownie w takiej cenie.


środa, 15 maja 2013

Organique, Masło do ciała z linii Spa: Kawa

Dziś recenzja masła do ciała firmy Organique z serii SPA&Wellness Kawa, które ma za zadanie działać antyseptycznie, ujędrniająco i wyszczuplająco.


Kilka słów od producenta:
Ujędrniająco-antycellulitowe masło do ciała zawiera bogaty w kofeinę ekstrakt z kawy, który przyspiesza przemianę materii, pobudza spalanie tłuszczów, wspomaga usuwanie toksyn, a także wyszczupla i ujędrnia skórę. Te właściwości uzupełnia dostarczający energii komórkom kompleks PEPHA®-CTIVE, stworzony na bazie wyjątkowych mikroalg Dunaliella Salina. Witaminy E i C stanowią synergicznie działającą parę przeciwutleniaczy chroniącą komórki przed atakiem wolnych rodników. Odżywcze masło shea uzupełnia niedobory lipidowe skóry czyniąc ją uelastycznioną i wygładzoną, a dodatek gliceryny zapewnia jej odpowiedni poziom nawilżenia. Aromatyczne kawowe masło polecane jest do każdego rodzaju skóry, zwłaszcza zmęczonej, potrzebującej ujędrnienia, oraz pozbawionej witalności i blasku.



Wspomnę o opakowaniu, które bardzo mi się spodobało. Jest to plastikowy słoik z metalową nakrętką z wyżłobionymi zdobieniami i napisami. Etykieta wygląda bardzo ładnie i całość sprawia wrażenie dobrego kosmetyku.
Konsystencja kosmetyku jest delikatnie zbita, a zarazem idealnie gładka.
Masło rzeczywiście pachnie bardzo naturalnie- jak prawdziwa kawa przełamana mlekiem, po aplikacji na ciało delikatnie traci na intensywności i zapach przypomina mi delikatnie anyż co mi bardzo odpowiada.
Niestety na ubraniu posotaje coś jakby "brud" ponieważ masełko koloruje mi piżamki. Dlatego też nie polecam go na co dzień, szczególnie do jasnych ciuchów.
Zapach długo utrzymuje się na ciele- ale stosując go na wieczór rano nie jest wyczuwalny.
Cudnie rozprowadza się po ciele, błyskawicznie wchłania, a skóra po nim jest nawilżona i bardzo gładziutka.
Jedno z lepszych maseł, które do tej pory używałam. 
Czy działa wyszczuplająco stwierdzić nie mogę :)


czwartek, 9 maja 2013

o glicerynowych mydełkach z Organique

Powiem szczerze, tak pięknie pachnących mydeł jeszcze nie widziałam. Nawet nie mogę sobie przypomnieć, który żel do kąpieli pachniał by równe ładnie i równie intensywnie.
Mam dwa mydełka glicerynowe z firmy Organique o nazwach trawa cytrynowa (zielone) i paluszki krabowe (różowe), które na pierwszy rzut oka przypominały mi żelki.



Oba mydełka są dość sporej wielkości (troszkę większe niż tradycyjna kostka mydła). 
Zapachy jak już wcześniej wspomniałam piękne- akurat mi przypadły do gustu. Trawa cytrynowa jest świeża, ostra i pachnie cytrynkami i limonkami. Natomiast paluszki krabowe są zapachem znacznie słodszym i delikatniejszym. Moje mydełka czekały kilka dni na użycie w moim pokoju i za każdym razem gdy do niego wchodziłam wyczuwałam ten zapach - to tak nawiasem mówiąc.
Sam zapach utrzymuje się na skórze przez około godzinę.
Mydełka pienią się bardzo dobrze, dają aksamitną pianę- jakby gęstszą niż żele pod prysznic, ale podczas mycia znikają. Także do umycia całego ciała mydlę myjkę dwukrotnie.
Bardzo dobrze myją.
Nie wysuszają i nie ściągają skóry.
Są bardzo wydaje i starczają na bardzo długo.
Oprócz walorów jakościowych pięknie prezentują się w łazience.
Szkoda tylko, że są dla mnie tak ciężko dostępne.